niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 1



Rozdział 1

Z góry przepraszam za tak długą nieobecność! Tak wiem nie mam nic na swoją obronę, ale obiecuję ,że rozdziały będą pojawiać się regularnie! Przepraszam za wszystkie błędy jakie wyłapiecie, ale rozdział pisany bez Roxy, która zawsze czytała je przed dodaniem i łapała błędy.

 Pozdrawiam i życzę miłego czytania :)


***********************************************


Po ponad 10 godzinach lotu byłam wykończona. Wysiadając  z samolotu jedyne o czym marzyłam to prysznic i ciepłe łóżko. Podczas odbierania bagażu rozglądałam się za moją siostrą ,ale nie mogłam jej wypatrzeć. Po pięciu minutach bezczynnego stania i rozglądania się dostałam sms-a od Pauline w którym pisała ,że czeka przed lotniskiem. Po kolejnych 10 minutach wydostałam się z tłocznego budynku gdzie już po chwili wylądowałam w ramionach mojej siostry.
-Claudia ,ale się zmieniłaś! Tęskniłam za tobą!
-Ja za tobą też siostrzyczko
Zapakowałyśmy wszystkie moje bagaże do jej czarnego Land Rover’a i resztę drogi rozmawiałyśmy o głupotach.
-Pewnie jesteś zmęczona. Idź na górę. Twój pokój to ostatnie drzwi po lewej. Mam nadzieję ,że ci się spodoba. – Pauline uśmiechnęła się i ręką wskazała abym poszła na górę. Nie trzeba było mnie do tego długo przekonywać, bo padałam z nóg. Gdy doszłam do wyznaczonego miejsca, zobaczyłam białe drzwi ze złotym napisem „Devi”. Dlaczego Devi? Od mojego drugiego imienia Devieline. Tak jest dziwne ,ale moi rodzice wymyślając je, albo byli nieźle upici albo po prostu.. w sumie to nie wiem. Nic po za upiciem mi do głowy nie przychodzi. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się taki widok, jaki zawsze chciałam zobaczyć. Pokój był cały ciemnofioletowy z biało czarnymi meblami i dodatkami. Łóżko było tak duże ,że spokojnie mogło pomieścić w sobie pięć osób. Nad łóżkiem wisiał wielki napis „Belive”, który świecił się na biało. Na tej samej wysokości wisiały też półki na których ustawię wszystkie zdjęcia i inne gadżety.  Biały notebook leżał na eleganckim czarnym biurku. Ogromny czarny regał na książki stał obok okna z fioletowo-różowymi zasłonami.  Całość wyglądała naprawdę świetnie.  Naprzeciwko miejsca w którym  stałam, były dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki. Była urządzona w zielono- srebrnych barwach. A trzecie drzwi przenosiły do mojego ulubionego miejsca, garderoby. To był dopiero raj na ziemi. Ściany były czerwone i czarne. Naprzeciwko wejścia była wielka ściana z dziesiątkami długich półek, na których znajdowały się jak na razie cztery pary pięknych litów. Po prawej stronie była wielka komoda z przesuwanym lustrem. Tam mogłam zmieścić sukienki, płaszcze i inne „większe” ubrania. Po lewej stronie była komoda z szufladami ,a koło niej szafa na ciuchy typu T-shirt’y itp. Przy ścianie gdzie znajdowały się drzwi również stała komoda tyle ,że w niej znajdowała się biżuteria. Po zwiedzeniu każdego z pomieszczeń  udałam się do łazienki, aby wziąć zimny prysznic, a później położyłam się spać myśląc o tym co czeka mnie jutro.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na swój telefon i głośno jęknęłam. Była 7.14. O tej porze to zazwyczaj śpię. W szkole miałam tak dobrze ,że codziennie chodziłam na 10, dlatego po siedmiu miesiącach chodzenia według  tego planu wstawanie wcześniej niż o 8.40 było dla mnie katorgą. Z dołu słyszałam Pauline, która rozmawiała i śmiała się z tym kimś kto mnie obudził. Przeciągnęłam się i wstałam pomału idąc do okna, aby sprawdzić pogodę, a później udałam się do garderoby  wybrać ubranie na dziś. Postawiłam na czarne legginsy i beżową bokserkę z napisem „Nie idę do nieba - mam lęk wysokości”. Do tego ubrałam beżowe balerinki i mogłam zejść na dół. Już na schodach usłyszałam kobiecy głos który na pewno nie należał do mojej siostry. Gdy stanęłam już w salonie zobaczyłam kobietę z brązowymi lokami i bardzo czekoladowymi oczami. Spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła, czego nie mogłam nie odwzajemnić. Podeszłam bliżej i jak przystało na dobrze wychowaną dziewczynę, wyciągnęłam rękę by przywitać się z kobietą.
-Oh. Daj spokój. Nie bądźmy takie oficjalne. Jestem Pattie i bardzo miło mi cię poznać Devi.
W pierwszej chwili ,gdy kobieta wstała i mnie po prostu przytuliła byłam w szoku, ale po chwili zrobiłam to samo. Nie znam jej ale wydaje się być okej.
-Mi również miło panią poznać
-Jaka pani?! Mów mi po imieniu, bo czuję się taka stara
-No dobrze- nie mogłam powiedzieć ,że nie jest mi to na rękę ,bo nie lubiłam zwracać się do ludzi per pan, pani. To takie sztywne- Pauline masz płatki? – słysząc moje pytanie siostra zaczęła się śmiać ,a ja zrobiłam monę oburzonego dziecka
-Jasne ,że mam. Jakbym mogła nie mieć czegoś od czego jesteś uzależniona?- spytała nadal rozbawiona
-Jesteś uzależniona od płatków? To tak jak mój młodszy syn Jaxon.  Kocha płatki i może nie jeść nic innego tylko to.
-Dokładnie. Okej. Biorę płatki i idę do szkoły.. Aa..! Pauline.. gdzie jest ta szkoła?
Naprawdę nie mam pojęcia co jest takiego śmiesznego w moich wypowiedziach ,ale one znowu zaczęły chichotać. No proszę Was.. człowiek nie wie gdzie iść, a one się cieszą. Ugh..
-Masz tu są kluczyki, twój samochód przyjechał wczoraj wieczorem ,a już spałaś, więc cię nie budziłam.  Mam nadzieję ,że ci się spodoba. GPS masz zamontowany i wpisałam już adres szkoły.
Gdy usłyszałam słowo samochód popędziłam szybko do drzwi wyjściowych, a po otwarciu ich moja szczęka boleśnie opadła na ziemię. Na podjeździe stało czerwone Lamborghini Aventador J. MOJE MARZENIE!!! Skąd?! Jak? CO?! Z krzykiem rzuciłam się na Pauline tak ,że za chwilę razem leżałyśmy na ziemi.           
-Kocham cię! Kocham cię! Kocham cię!
-Tak wiem wariatko! A teraz zejdź ze mnie, bo mnie udusisz.
-No ale skąd wiedziałaś? AAAAAAAAAAAAAAAAA.. NIE WIERZĘ!! –wrzeszczałam dalej nie przejmując się tym ,że coraz więcej osób wygląda przez okna
-Kiedyś jak rozmawiałyśmy rzez Skypa, to coś napomknęłaś o tym samochodzie. Zorientowałam się co i jak no i zamówiłam go dwa tygodnie przed twoim przyjazdem.
-Kocham Cię! Mówiłam to już?- wyszczerzyłam się do siostry- okej ja się zbieram do szkoły. Papa i do widzenia Pattie- pocałowałam siostrę w policzek ,a Pattie przytuliłam. Byłam tak szczęśliwa ,że chyba nic nie mogło zmienić mojego humoru. Wsiadając do samochodu uważałam ,żeby czasami nie uszkodzić progu butem, tak jak miałam w zwyczaju robić to w dawnym samochodzie.  Przekręciłam kluczyk w stacyjce, a wszystkie kontrolki zapaliły się. Poczekałam aż zgasną i odpaliłam silnik. Włączyłam GPS i faktycznie adres szkoły był już wpisany. Nacisnęłam gaz i puściłam sprzęgło, a gdy spojrzałam w lusterko zobaczyłam tylko chmurę dymu. Muszę nauczyć się ruszać tym nowym cudeńkiem, bo jak tak dalej pójdzie to opony będą po tygodniu zjechane. Po pięciu minutach drogi zauważyłam kiosk i postanowiłam zatrzymać się po jakąś gazetę. Zaparkowałam auto i weszłam do kiosku. Po drodze zauważyłam grupkę dziwnie wyglądających ludzi ,którzy obserwowali każdy mój ruch. Nie powiem żeby nie było to dziwne, ale przez mój świetny humor postanowiłam się tym nie przejmować. Kupiłam jakieś gazetki z plotkami i ponownie udała się do szkoły. Na szczęście tych ludzi już nie było. Po kolejnych 5 minutach byłam przed wielkim beżowym  budynkiem .Bardziej przypominał  polski szpital niż szkołę. Były cztery piętra, co trochę mnie zdziwiło patrząc na to ,że w Polsce były zazwyczaj dwa, nie licząc parteru. Zaparkowałam samochód, wzięłam torbę i skierowałam się do wejścia. Już w samych drzwiach poczułam na sobie ciekawskie spojrzenia, ale nie przejmując się tym ruszyłam do sekretariatu. Dostałam podręczniki i kod do szafki w której zostawiłam wszystkie książki oprócz.. matematyki! Egh.. nie cierpię tego przedmiotu.  Z  planem lekcji i rozkładem szkoły w ręce ruszyłam na pierwszą lekcję.  Jeszcze na moje nieszczęście jakieś 10 minut temu zadzwonił dzwonek, czyli mam pierwsze w tym roku spóźnienie. To chyba nie będzie taki świetny dzień jak się wydawał. Zapukałam do Sali 309 i po usłyszeniu proszę pewnie weszłam do środka. Oczy wszystkich, jak zwykle, zwróciły się na mnie, ale po śmierci Adama przywykłam do tego. Spojrzałam w stronę nauczyciela i słodko się uśmiechnęłam.
-Dzień dobry. Nazywam się Devi Lorens i z tego co widzę, to mam tu lekcje- brawa dla mnie za bardzo mądry tekst.
-Devi doprawdy?  Ja byłem pewny ,że Claudia- czy on się ze mną droczy? Już go lubię!
-Tak Claudia to moje pierwsze imię ,ale wolę skrót od drugiego imienia –nie dawałam za wygraną
-No dobrze. Chcesz być otwarta czy wolisz być tajemnicza? –spytał z błyskiem w oku nauczyciel
-Chyba zostanę tajemnicza.
-Usiądź w ostatniej ławce w środkowym rzędzie, koło Roxann. A teraz zaczynamy nowy temat czyli figury obrotowe.
-Cześć jestem Roxann ,ale mów mi Rox. Cieszę się ,że w końcu będę miała parę. Zawsze siedziałam sama ,bo w naszej klasie było nieparzyście. Wiesz.. wyglądasz na fajną. Już Cię lubię!- gadała jak najęta, a ja nie potrafiłam jej przerwać.
-Ja jestem Claudia ,ale wolę Devi tak jak mówiłam. I też już Cię lubię! –zaśmiałyśmy się
 Nie słuchałam zbytnio na lekcji, bo to co było mówione miałam na matematyce w Polsce i większość pamiętałam. Za ten czas oglądałam klasę. W pierwszych ławkach siedzieli niezbyt ciekawi ludzie. Wyglądali na kujonów albo głąbów. W drugich zazwyczaj  osoby, które chcą się czegoś dowiedzieć ,ale i tak im to nie wychodzi. W trzecich siedzieli ci, co mieli kompletnie wyjebane ,ale nie dawali po sobie poznać. W czwartych były same gaduły, a w piątych, czyli ostatnich byli najmądrzejsi, najpiękniejsi i nawet nie kryli się z tym ,że ich to nie interesuje. Te komplementy to dlatego ,że ja tam siedzę tak naprawdę to był żart.  Pod oknem siedziała para. Dziewczyna była blondynką z różowymi końcówkami. Wyglądała na miłą ,ale w tym momencie była śmiertelnie poważna. Chłopak obok niej wcale nie miał lepszej miny. Wyglądał jakby ktoś włożył mu w dupę kij od miotły.. tak moja mama mówi. Był przystojny, nie da się ukryć. Brązowe oczy i włosy i ten słodki pieprzyk z prawej strony, trochę nad kącikiem malinowych  ust. Po środku siedziałam ja i Rox, która była chudą blondynką z brązowymi oczami. Rzadkie połączenie. Pod ścianą jedno miejsce było wolne, a obok siedział jakiś chłopak. Nie mogłam mu się zbytnio przyjrzećponieważ non stop pisał sms-y schylony tak ,że kaptur zasłaniał mu całą twarz. Skądś znałam tą trójkę ,ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.. Gdy zadzwonił dzwonek właśnie ta trójka jako pierwsza wręcz wybiegła z Sali.
-Gdzie masz szafkę?- spytała Roxx, gdy szłyśmy korytarzem
-207
-To zaraz koło mojej. Jejku jak oni wszyscy się dziwnie gapią- wyszeptała blondynka wprost do mojego ucha
-Tak.. to prawda. Przeszkadza Ci to?
-Nie, ale to trochę krępujące. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji ,że tyle ludzi obserwuje każdy najmniejszy ruch który zrobię.
-Ja już przywykłam, ale nie chcę o tym mówić. Co mamy następne?- szybko zmieniłam temat w obawie ,że dziewczyna będzie drążyć.
-Teraz informatyka ,ale faceta nie ma, więc idziemy do świetlicy- podskoczyła i pisnęła.
-Tak bardzo nie cierpisz tej lekcji czy nauczyciela?
-Nie. Po prostu pani od świetlicy prowadzi w naszej szkole zajęcia z dziennikarstwa i jest taka mega fajna ,że ją lubię.
-Dziennikarstwo? Chodziłam na zajęcia z tego jeszcze przed przeprowadzką. I przed śmiercią Adama-dodałam w myślach.- Nie byłam nigdy z tego jakaś świetna, raczej przeciętna, ale lubię pisać.
-To świetnie! Musisz się na to zapisać! Nie pożałujesz!- chciałabym mieć tyle entuzjazmu co Roxane.
Całą drogę do świetlicy blondynka mówiła o zajęciach i nauczycielce, która ich uczyła. Świetlica była wielką salą, w której były długie, czarne stoły z krzesłami, a na ścianie zamiast tablicy, wisiał wielki telewizor. Zajęłyśmy wolne miejsca i zagłębiłyśmy się w rozmowie.
-Możesz opowiedzieć mi coś o ludziach z klasy?- spytałam zaciekawiona
-Oh.. jasne! Tak więc to jest Evelyn Dowson. Jest szkolnym plastikiem. Mózgu to ona nie ma na bank. Jest strasznie wredna. Co roku walczy o bycie kapitanem cheerleaderek , ale zawsze ktoś ją pokona. Ten w szarej bluzie- wskazała na chłopaka, który przy swoim wzroście na pewno miał dużą nadwagę- to człowiek o konsystencji betonu. –spojrzałam na nią jak na kretynkę- No wiesz.. on siedzi, czasami nawet słucha, ale nigdy niczego nie rozumie i nigdy się nie odzywa.
I takim sposobem usłyszałam kilka ciekawostek o każdym z klasy oprócz tej tajemniczej trójki. Zastanawiałam się nad tym trochę i wydaje mi się ,że to te same osoby które widziałam przy kiosku, ale pewności nie mam..
-Okej teraz cicha czwórka- czekaj czwórka? Myślałam ,że jest ich tylko trzech. Mniejsza o to.. –Tak nazywamy czwórkę ludzi, którzy rozmawiają tylko w swoim gronie, no i czasem odpowiadają na lekcji. Są bardzo spokojni, ale TYLKO w szkole. Gdzie by się nie pojawili, to rządzą tym miejscem. Są też bogaci i naprawdę ładni. Ta dziewczyna z różowymi końcówkami to Elizabeth Walker. Jest jedyną dziewczyną w tej grupie. Ma piękny uśmiech , który mi udało się zobaczyć tylko raz. Świetnie się ubiera i maluje, co widać. Po za tym jest pomocna i uprzejma, nieco szalona też, ale i tak cicha.-spojrzałam na dziewczynę i wydawało mi się ,że kąciki jej ust podjechały do góry. – Ciemny blondyn z pieprzykiem to Chris Beadles. Jest Chłopakiem Eliz. Tak samo jak jego dziewczyna jest uprzejmy. Z tego co zaobserwowałam preferuje styl skate. Jest bogaty jak reszta. Kolejny jest Zayn Malik. To ten czarnowłosy mulat z tatuażami. Zayn znaczy piękny co jest w jego przypadku najprawdziwszą prawdą. On jest taki gooorącyy!- widząc rozmarzone spojrzenie Rox zaczęłam się śmiać  przez co zostałam zgromiona jej wzrokiem- No to nie było zabawne!
-Owszem było. Gdybyś siebie zobaczyła!
-Mniejsza o to. Zayn jest typem Bad boya chociaż w szkole tego nie pokazuje. Często nie ma go w szkole, ale dziś mamy ten zaszczyt aby nacieszyć oczy jego widokiem- chyba dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała, a ja w tym czasie już prawie turlałam się po ziemi. Widać ,że mojej koleżance podoba się ten cały Malik. Spojrzałam na niego i zobaczyłam ,że chłopak wyciera łzy z kącików oczu, a reszt ich ekipy się uśmiecha. Pewnie też rozmawiają o czymś zabawnym..
-No i na koniec Justin Bieber. To ten co siedzi koło Malika- dopiero teraz zauważyłam ,że koło bruneta siedzi chłopak, którego szybciej nie było. WOW! Spostrzegawcza ja. Miał ciemnoblond włosy i duże chyba brązowe oczy, chociaż pewności nie mam bo jest daleko. Jego lewą rękę prawie całą pokrywały różne tatuaże. Był dobrze zbudowany, widać ,że ćwiczy.-Więc tak.. też jest Bad boyem i też jest bogaty. Można powiedzieć ,że najgorszy z tej czwórki, ale to najbardziej przyciąga do niego dziewczyny. Chyba nie znam żadnej co powiedziałaby ,że nie jest przystojny, a po twoim spojrzeniu widzę, że dołączasz do tych dziewczyn.- po kilku sekundach zaczaiłam co powiedziała i przeniosłam wzrok z blondyna na Roxane- Dobra już dobra. Nie zabijaj. Justin jest mądry jak reszta, albo nawet mądrzejszy. A wiesz co jest najdziwniejsze?- uznałam to za pytanie retorycznie więc nie odpowiadałam- Że oni chodzą na imprezy bawią się ,ale Zayn i Justin nigdy nie byli w związku.
-Może lubią wolność? Co w tym złego?
-No jak to co? Spójrz tylko jak oni wyglądają!- wskazała ręką w ich stronę na co przewróciłam tylko oczami
-Właśnie. Wyglądają dobrze i z tego korzystają, a nie kiszą się w związku.
-Nie rozumiem tego! Ja to takie ciacho od razu bym zaobrączkowała!
-Jeżeli trafiają na takie osoby jak Ty, to nie dziwię im się ,że nie ładują się w związki.
-Czy ty mnie próbujesz obrazić?- spytała mrużąc oczy
-Nie. Próbuję wytłumaczyć Ci,że to co oni robią to tylko i wyłącznie ich sprawy i nikt nie ma prawa wtykać w nie swojego nosa, szczególnie ludzie którzy ich nie znają.
-Tak masz rację.. Poniosło mnie, ale taka już jestem. Pomożesz mi się tego pozbyć?
-I mam zostać bez codziennych nowinek kto gdzie z kim? Never..
-Say Never!- dokończyła za mnie -To pomożesz?
-Nie o to mi chodziło, ale okej- wyjęłam z torby gazety
-Ooo! Masz najnowsze magazyny? Dasz poczytać?- jej wielkie brązowe oczy zaświeciły się na widok czasopism
-Czy Ty mnie o coś przed chwilą nie prosiłaś?
-Yyyy.. no.. Zaczniemy od jutra?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Prologue




-Jesteś pewna ,że wiesz co robisz?

-Tak jestem pewna. To jedyne, dobre rozwiązanie.- odpowiedziałam starając się, aby mój głos nie zadrżał. Czy byłam pewna? Nie byłam. Jedyne co wtedy czułam, to przerażenie, strach przed tym co może się stać. Wiedziałam ,że to nie będzie koniec moich problemów. Podświadomie czułam ,że ta przeprowadzka, nie jest dobrym sposobem, aby zapomnieć i zacząć żyć od nowa. Miałam przeczucie ,że wylatując z Polski, popełniam największy błąd w moim życiu, jeszcze większy od tego, który pokonałam. Co zrobiłam ,że przed tym uciekam? Chodzi o to ,że nie zrobiłam kompletnie niczego. Stałam i patrzałam jak płonie dom mojego chłopaka, z nim w  środku. Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie potrafiłam wyjąć telefonu z kieszeni i zadzwonić po straż. Od tamtego wydarzenia minęło pół roku. Wszyscy przyjaciele byli wspólni, każdy zostawił mnie, obwiniając o to co się stało. Nie dziwię im się. Mam za swoje. Od tamtego dnia, od dnia Jego pogrzebu, boję się na każdym kroku. To tamtego dnia powiedzieli mi ,że to było celowe podpalenie, że mój chłopak miał jakieś niedokończone transakcje z mafią. Wtedy też, moi byli już przyjaciele, oświadczyli mi ,że nie mogę na nich liczyć, bo to wszystko była moja wina. To ja nie umiałam zapanować nad swoimi odruchami i to ja zawiniłam. Prawda. Od tamtego dnia nie ufam ludziom i w każdym widzę wroga.
 Dziś lecę do Nowego Yorku, do mojej siostry Pauline. Zamieszkam z nią i tam pójdę do szkoły. 

Może znowu odnajdę szczęście.. Tylko czy przeszłość da mi o sobie zapomnieć?



~ . ~  ~ . ~  ~ . ~ 

No to zaczynamy. Prolog i cały zamysł jak ma wyglądać opowiadanie powstał podczas oglądania kilku filmików o Justinie Bieber'ze :D Stąd pomysł aby to on był jednym z głównych bohaterów. W opowiadaniu jednak nie jest on sławny, a jedyne co jest tak naprawdę "jego" to imię, nazwisko i wygląd :) Mam nadzieję ,że się spodoba i liczę na komentarze! 

Pozdrawiam DeviSWAG :)

Characters

Claudia Devieline "Devi" Lorens (17)

Justin Drew Bieber (17)



Roxann Rose Williams (17)

Pauline Lauren Lorens (19)


Elizabeth Natalie Walker (17)


Christian Beadles (17)
           

Evelyn Margaret Dowson (17)